blog

blog

czwartek, 17 lipca 2014

Historia pewnego domu i różne rozumienie pojęcia „profesjonalizm”.

Tak wygląda nasz dom obecnie

A początki były takie…

Dwa lata temu wracając z podwarszawskiego domu rodziców naszych znajomych podjęliśmy decyzję, która istotnie zmieniła nasze życie. Zamiast większego mieszkania kupimy/wybudujemy weekendowy domek na wsi. Doszliśmy do wniosku, że wystarczy 50-60m2, działka ok. 1000 m2, w odległości 50-60 km od Warszawy. Parę miesięcy później kupowaliśmy niewykończony 120 m2 dom, w miejscowości oddalonej 100 km od Warszawy, położonej nad Bugiem. Działka odpowiadała planowi ale z czasem okazała się być zbyt mała więc rok później dokupiliśmy jeszcze jedną sąsiednią (również dlatego żeby nie mieć za blisko sąsiadów). 


A tak na samym początku
Wykończenie domu zajęło nam parę dobrych miesięcy. Niestety okazało się, że nie było to takie proste.

W pełni zaufaliśmy Panu Budowlańcowi – złotej rączce, dając mu praktycznie wolną rękę w przeprowadzaniu prac wykończeniowych i kontrolując go jedynie raz na tydzień lub rzadziej. Przecież Pan Budowlaniec był polecony. Do tego była zima (czas posuchy w budowlance) i Panu bardzo zależało na naszym zleceniu. Wydawało nam się, że w takiej sytuacji można oczekiwać, że prace zostaną wykonane z zaangażowaniem, starannie, w pełni profesjonalnie...

Otóż, jak się okazało, Pan Budowlaniec był zaangażowany, ale jednak nieco inaczej niż my rozumiał pojęcia „starannie” i  „profesjonalnie”, a w momencie, w którym chcieliśmy mu wyjaśnić te różnice – zakończył robotę i wyjechał do innej pracy gdzieś w Polskę. Zostaliśmy z wieloma kwiatkami typu niepolakierowana podłoga w okolicach drzwi i okien (aby ją polakierować należało otworzyć okno, zdjąć z zawiasów), płytki ułożone w kształt falisty. Ostatecznie dziękowaliśmy za ten wyjazd Pana Budowlańca. Jakby został groziło nam jeszcze większe niezadowolenie i poczucie zrobienia nas w bambuko.

Podobnie było z Panem Stolarzem. W tym jednak przypadku (w naszym przekonaniu) profesjonalizmu brak. Po uzgodnieniu ostatnich poprawek do zrobienia i odebraniu pieniędzy, przestał odbierać od nas telefon pozostawiając wadliwe elementy zamontowanych przez siebie schodów. Bez odpowiedzi pozostały nasze smsy, że jego zachowanie jest nieuczciwe, niegrzeczne. Sumienie Pana Stolarza było nieporuszone, a przecież  Pan Stolarz też był polecony – przez Pana Budowlańca.  

Pan Hydraulik, co prawda niezawodowy i kilkuktonie ratujący nas przed perspektywą weekendu bez wody, też miał swoje słabsze momenty. Jedyna wpadka Pana Hydraulika to zamontowanie umywalki wraz z szafką łazienkową w innym miejscu niż bezpośrednio pod oświetleniem, które powinno znajdować się nad lustrem. Standardem jest umywalka pod nią zlew, nad nią lustro a powyżej lustra oświetlenie. W naszym wypadku to się nie udało. Ale wybaczyliśmy. Pan Hydraulik przecież również z polecenia.

Na koniec ekipa od tarasu. Panowie wyglądali na profesjonalistów i zachowywali się jak profesjonaliści. Wszyscy w takich samych koszulkach, tak samo dzierżący papierosa w ustach. Ekipa sprostała. Taras piękny. Pouczeni, żeby przed malowaniem pozamiatać – pozamiatali (sami z siebie chyba nie planowali). Straty – jedno drzewko przywalone gruzem, pognieciony jeden element dachu. Pomimo tego ich rozumienie profesjonalizmu było zbliżone do naszego. A zbliżone – to jak się okazuje w przypadku budowlańców to już dużo. 


A tu z zupełnie innej strony

Tutaj także z zupełnie innej strony - dawniej...
I mamy nasz dom. Prawie wykończony, nadający się do zamieszkania. Spędzamy tam praktycznie każdy weekend z kilkumiesięczną przerwą podczas zimy. Jeszcze sporo prac przed nami, ale nauczeni doświadczeniami już wiemy, że trzeba DOPILNOWAĆ żeby było profesjonalnie i z należytą starannością. Nie raz daliśmy się wystrychnąć nad dudka, całkowicie nieprzygotowani i niedoświadczeni zabraliśmy się za budowanie domu. Wydaje się, że z racji wykonywanego zawodu powinniśmy być bardziej przewidywalni - tymczasem „szewc bez butów chodzi”. 

Z drugiej strony, może po prostu okazuje się, że zgodnie ze starą prawdą ludową - dom buduje się dobrze dopiero za trzecim razem. To był nasz pierwszy. Nasz wiejski sąsiad co weekend dumnie prezentuje swój dom weekendowy. Idealny. Wypieszczony. Pod linijkę. Budowany od kilku lat. Wciąż w stanie surowym zamkniętym. Trzeci w jego życiu...

4 komentarze:

  1. Dom wygląda pięknie. Jestem pod wrażeniem. Gratuluję! Mam nadzieję, że sąsiad zza miedzy nie wtrąca się zanadto :) Aleksandra W.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy! Ze wszystkimi sąsiadami dajemy radę ;) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Taras kojarzy mi się z amerykańskim ranczo... bosko :D Już w wyobraźni widzę krzewy kwitnących, pnących i pachnących roślin wokół... ahhh... może kiedyś zamieszkam po sąsiedzku ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten dom jest jak z obrazka! Niesamowicie piękny i klimatyczny! Bardzo zazdroszczę :)

    Pozdrawiam, Mikołaj
    budowa domów Wrocław

    OdpowiedzUsuń