blog

blog

środa, 6 sierpnia 2014

Postarzacze i spękacze.


No to rozpoczęliśmy nasze wiejskie wakacje! Pogoda piękna. Upał jak w Grecji czy Chorwacji. Jedyne, co pozwala go znieść to zanurzenie się w chłodnej wodzie. Ale ile można moczyć się w pompowanym ogrodowym basenie? Na wczoraj zaplanowaliśmy coś innego.


Zainspirowani naszym obrazem w koguty (przeczytacie o nim w poście Rzecz o rzeczach), postanowiliśmy spróbować pobawić się decoupage’em i wykonać kilka własnych prac. Oczywiście zaangażowaliśmy do tego również Tymka, który potrafi wciąż powtarzać jedno, męczące zdanie „Tato, a co teraz ja mam robić?”. Zatem wymyśliliśmy zadanie dla siebie i dla niego.

Decoupage to technika (podobno wymyślona przez gospodynie domowe ze wschodniej Syberii), która polega na ozdabianiu przedmiotów wykonanych z różnych materiałów poprzez naklejanie na nich wzorów wyciętych lub wydartych z papieru, a następnie ich grube lakierowanie. Efekt końcowy jest taki, że ozdabiane przedmioty wyglądają jak pomalowane. Pewnie każdy z Was widział rzeczy ozdobione w ten sposób, a jeśli nie – to zaraz zobaczy!

Na początek postanowiliśmy zacząć od ozdobienia najprostszej formy – prostej deseczki.


Deseczki zostały przygotowane przez Kolegę Małżonka, który po raz pierwszy w życiu dzielnie dzierżył w ręku pilarkę elektryczną (ręce na miejscu). Mamy jeszcze sporo odpadków, które zostały z przebudowy domu, także brak materiału do ćwiczeń raczej nam nie grozi. Zamiast deseczki możemy wykorzystać praktycznie wszystko: słoik, talerz, pudełko, butelkę, doniczkę czy cokolwiek innego, w zależności od fantazji.

Zebraliśmy także różnokolorowe serwetki. Są specjalne sklepy sprzedające najróżniejsze cuda do decoupage’u, ale my przed urlopem nie mieliśmy za bardzo czasu, żeby po nich biegać i swoje serwetki zdobyliśmy w Empiku oraz Home&You (Paper + Design produkuje serwetki w naprawdę fajne wzory).


Deseczkę (i przy okazji ręce aż po łokcie) pomalowaliśmy na biało farbą akrylową (można skorzystać z innych kolorów, jednak bardziej doświadczeni od nas twierdzą, że na białym wzór będzie najlepiej widoczny). Skoro robimy to po raz pierwszy w życiu, postanowiliśmy posłuchać mądrzejszych.




Tylko Tymek postanowił, że wie lepiej i białą deseczkę ozdobił na żółto (spodziewaliśmy się, że coś narysuje, jednak on uznał, że zamalowanie całości będzie najodpowiedniejsze). I dobrze, nic się przecież nie zmarnuje. Żółtą deseczkę Tymona wykorzystamy przy kolejnych wyklejankach.


Poza deseczką i serwetkami do zabawy potrzeby był również klej do decoupage’u, pędzle i bezbarwny lakier.

Wzór przyklejamy na deseczkę. Na początek najłatwiej jest przyklejać małe elementy. Im większy element, tym większe ryzyko, że papier się pomarszczy lub zroluje. Klejem smarujemy po przedniej stronie wzoru. Łatwe to nie jest i wymaga wprawy. Ale, jak na pierwszy raz, chyba całkiem nieźle nam to idzie!


Nasze dzieła nie są może pięknymi kompozycjami, ale nie mieliśmy zamiaru wykleić Bitwy pod Grunwaldem! Na początek testujemy - naklejamy trochę co popadnie, żeby zobaczyć, jak będzie wyglądało. Nie jesteśmy pewni jaki to kierunek malarstwa, ale naszym zdaniem zdecydowanie najładniejsze są biedronki i motylki.



Można jeszcze dorysować jakieś elementy farbami, więc malujemy gałązkę. Żółtą, bo mamy tylko dwa kolory – perłowy i żółty. Grubą, bo brakuje nam cieniutkich pędzelków. Do tego dowiadujemy się, że lepiej jest narysować gałązkę przed naklejeniem kwiatów, a nie po. Namalowanie pięknej żółtej i grubej gałązki łączącej naklejone już kwiaty to spore wyzwanie. Zwłaszcza dla osoby, która dopiero uczy się malować.

Na koniec postawiamy obrazki do wyschnięcia, a następnie wszystko zabezpieczamy bezbarwnym lakierem. I gotowe.






Daleko nam do perfekcji, ale naprawdę fajna zabawa była. Bardzo nam się podobało! Z pewnością będziemy do tego wracać. Podobno bardziej wprawieni mogą jeszcze korzystać z takich gadżetów jak spękacze oraz postarzacze, które dają naprawdę ciekawe efekty. Jak spróbujemy, to na pewno opiszemy!

2 komentarze:

  1. Hm....spękacze, pasty strukturalne, pasty o efekcie marmuru i żelaza, opóźniacze farb, transfery itp. itd. trochę przed Wami, ale z tego, co widzę dacie radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz więcej wiem, coraz więcej się uczę. Mam już za sobą pierwszy warsztat ;) A twój blog będzie stanowił po pierwsze motywację, a po drugie inspirację!

      Usuń