blog

blog

piątek, 19 września 2014

Pola, ale nie Mokotowskie.



Na wsi dużo się dzieje. Czas w weekendu potrafimy sobie wypełnić w całości najróżniejszymi zajęciami. W niedzielny wieczór często okazuje się, że nie daliśmy rady zrobić w weekend wszystkiego, co sobie zaplanowaliśmy. Nie przejmujemy się tym, tylko przekładamy na następny weekend, bo przecież znowu przyjedziemy na wieś!

Uwielbiamy poranki, które na wsi trwają bardzo długo. Obowiązkowe jest wspólne śniadanie (głownie na słodko – przepadamy za wszelkiego rodzaju plackami, goframi, tostami z dżemem) i kawa na tarasie (zdecydowaniem hitem tegorocznego sezonu jest kawa z napojem orkiszowo-migdałowym – rewelacja!), a potem możemy zajmować się innymi sprawami. Zawsze pojawi się jakiś pomysł na umilenie sobie popołudnia. 

O wielu atrakcjach już pisaliśmy – był decoupage (TUTAJ), było budowanie drewutni (TUTAJ), przygotowywanie dżemów (TUTAJ) i grzybobranie (TUTAJ).

Może nieco mniej spektakularny jest cotygodniowy spacer. Ale mimo tego, że większość dnia i tak spędzamy na świeżym powietrzu, spacer musi być!

Okolica jest naprawdę zachwycająca. Piękne stare drzewa (w szczególności monumentalne, ponadstuletnie lipy rosnące w wiosce), stare domostwa, pasące się na łące różnokolorowe krowy, bociany w gnieździe, ogromne mrowiska w lesie – wszystko to sprawia, że zwyczajny spacer staje się niezwykle przyjemny, a dla Tymka stanowi świetną zabawę. Fakt, Mały czasami marudzi, że jest już bardzo zmęczony i nie da rady dojść do domu, ale na to mamy sposób – obietnica lodów w wiejskim sklepiku u Pani Honorci zawsze dodaje sił. Wizja lodów powoduje, że Tymon dzielnie maszeruje i bez dalszych narzekań dociera do domu.

Swoją drogą sklepik mógłby stanowić osobną atrakcję dla zwiedzających. Główne produkty, które można w nim dostać to piwo i lody. Kawa – jeden rodzaj, ciastka – jeden rodzaj, wody niegazowanej – brak, bo i po co? W sklepie stoi lodówka z lat osiemdziesiątych, w której chłodzi się przeterminowana śmietana, a przed sklepem zamontowano plastikowe siedziska, które wyglądają jak wymontowane z przystanku autobusowego lub stadionu piłkarskiego. Klientela to głównie „gospodarze” umilający sobie czas większą lub mniejsza ilością piwka (raczej większą) i oczywiście letnicy kupujący głównie lody. Godziny otwarcia sklepu – choć wywieszone w oknie, nigdy nie przestrzegane przez właścicielkę. Za to, luksusowo, zawsze można zadzwonić na telefon komórkowy lub bezpośrednio zapukać do drzwi , a właścicielka pojawi się w przeciągu kilku minut.

Z resztą co będziemy pisać. Zobaczcie sami. Zapraszamy na spacer po naszej wiejskiej okolicy.
















10 komentarzy:

  1. ach, aż powzdycham: pięknie u Was
    weekend już się zaczyna, pięknej pogody na te dni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka to mniej więcej okolica

    OdpowiedzUsuń
  3. Moniko okolica piękna, spacer tam (nawet wirtualny;)) to prawdziwa przyjemność:):) Pozdrawiam ciepło!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt! Okolica piękna. Nieustannie nas zachwyca. Uwielbiamy te miejsca! Pozdrowienia!

      Usuń
  4. Ale cudowna okolica! Ach,mieć taki swój domek...Mogę sobie pomarzyć ;p
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj coś mi się widzi, że skończycie kiedyś na stałe w tym albo w podobnym miejscu. Jeszcze trochę, jeszcze z dziesięć lat i przyjdzie rzygawka na wszystko, co miejskie i pytania, że niby w ten sposób do emerytury? Jeszcze zależy w jakim mieście się mieszka, ale warszawka daje ostro popalić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że całkiem możliwe ;) Już o tym rozmawialiśmy - zastanawialiśmy się czy bylibyśmy już gotowi mieszkać na wsi. Może na ten moment jeszcze nie, ale w przyszłości...

      Usuń