blog

blog

środa, 5 listopada 2014

Bezcenne.


Ostatni weekend był niestety wyjątkowo krótki. Na wieś dotarliśmy dopiero w sobotę rano. Zazwyczaj jeździmy w piątki wieczorem ale upały zelżały i baliśmy się, że nam chłopaki zmarzną. Nie tylko zmiana czasu zapowiada nadchodzącą zimę.
Dobrze zrobiliśmy, bo w domu było zaledwie 8 stopni. Trzeba było napalić w kominku i czekać. Cierpliwie czekać. Na szczęście mieliśmy co robić. Zamknęliśmy się całą czwórką w pracowni, włączyliśmy grzejnik, zrobiliśmy gorącą kawę i zabraliśmy się za konstruowanie… wilka. No dobrze, może nie całego wilka tylko jego paszczy. A tak dokładnie - maski wilka.

W piątek, po powrocie z przedszkola Tymon oświadczył, że we wtorek jest bal przebierańców i że każde dziecko ma się przebrać za jakieś leśne zwierzątko. On ma zostać wilkiem. Jak się później okazało, jednym z leśnych zwierząt okazał się też prosiak a innym… dynia. Ot, taki aktualny akcent.

Ucieszyliśmy się, że maluchy będą miały fajną zabawę w przedszkolu ale pojawił się jeden mały szkopuł. Strój. Skąd my do licha mamy wziąć teraz strój na bal przebierańców? I do tego wilka? Okazało się, że nie jest z nami tak najgorzej i dajemy radę nawet w obliczu takich wyzwań.

Fakt, jeszcze jakiś czas temu stwierdzilibyśmy, że jesteśmy w kropce, bo strój trzeba jak najszybciej kupić albo wypożyczyć i że przedszkole znów zawaliło trzymając wszystko w tajemnicy do ostatniej chwili. Tak byłoby kiedyś. Teraz jest inaczej. Teraz wzruszyliśmy tylko ramionami i zaczęliśmy kombinować i szperać po całym domu. Nie trwało to zbyt długo, zanim wyposażeni w kawałki kolorowego filcu, kartonowe pudełko, nożyce, farby i klej zabraliśmy się do roboty. Takie gadżety mamy w domu na wsi. Kto by pomyślał!

Nie będziemy przesadzać i nie powiemy, że zanim kawa wystygła wszystko było gotowe. Ale nie powiemy też, że męczyliśmy się bezskutecznie do samego wieczora. Jak się okazało, przy odrobinie dobrych chęci, sporej dozie entuzjazmu i bezcennie motywującej presji przedszkolaka ciągle dopytującego się kiedy jego wilk będzie gotowy, wszystko da się zrobić. Maskę wilka też. Do tego uda się nawet wpaść na to, że ponczo z szarej dzianiny z frędzlami to przecież idealny strój wilka i to z ogonem w komplecie. Tymek był zachwycony.

Nam sprawiło to naprawdę dużo przyjemności. Bo okazuje się, że coś tak prostego jak samodzielne przygotowanie stroju na dziecięcy bal potrafi dać naprawdę dużo satysfakcji. Zakup w sklepie albo w sieci czy nawet wyprawa do wypożyczalni strojów to jednak nie to. Błysk podziwu w oczach Malucha przymierzającego strój to jest dopiero coś. Żeby go zobaczyć, warto czasem wysilić się nieco bardziej niż wyciągając portfel. Za pewne rzeczy nie da się zapłacić kartą. Są bezcenne.



 









3 komentarze:

  1. No i super wilk wyszedł:) i macie rację wspólna zabawa, wspólna praca, czas spędzony razem i zachwyt w oczach dzieci...są bezcenne!!!! Brawo:)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. I zabawa cudna i wilk bardzo groźny. Uśmiechu jak najwięcej...

    OdpowiedzUsuń