blog

blog

niedziela, 9 listopada 2014

niechodzimynazakupy.pl


Kiedy przychodzi weekend, a już w szczególności długi weekend, miasto pustoszeje a tłumy pojawiają się nad jeziorami, w lasach, na deptakach. Przynajmniej w teorii.  Gdy przychodzi długi jesienny weekend a niebo jest zaciągnięte deszczowymi chmurami, miasto pustoszeje tylko pozornie. Tłumy pojawiają się  w galeriach i centrach oraz na okalających je parkingach. Zapełniają się sklepy a przy kasach tworzą się długie ogonki sfrustrowanych ludzi.

Dokładnie tak było wczoraj kiedy wyjeżdżaliśmy sto kilometrów za miasto. Widzieliśmy to za szybami samochodu. Dokładnie to samo było naszym udziałem kilka lat temu. Weekendy często spędzane  były w jedyny słuszny sposób znany mieszczuchom, czyli na pełnej kulturze – na spacerze alejkami, w galerii oraz na salonach. Nie ma co ukrywać, że chodziło zazwyczaj o spacery alejkami sklepowymi, galeria była zazwyczaj handlowa a salon co najwyżej telefonii komórkowej. Jakoś to nas nie dziwiło. Mało tego – wydawało nam się to zupełnie naturalne. Dobrze spędzona sobota często oznaczała powrót do domu na ostatnich nogach z naręczem toreb, siatek i siateczek.

Teraz nie potrafimy sobie tego nawet wyobrazić. Na samą myśl o zakupach dostajemy gęsiej skórki. Obraz wielogodzinnego szwendania się po labiryncie centrum handlowego przyprawia o dreszcze. Jak myśmy kiedyś mogli tak spędzać czas? Trudno to sobie wytłumaczyć. Przyjemniej jest wybrać się do absolutnie klimatycznego sklepiku Pani Honorci, w którym czas zatrzymał się jakieś trzydzieści lat temu (nie licząc dizajnerskiej ławki pod sklepem i ekstrawaganckiego koloru elewacji).

Może to kwestia wieku, może zmiany stylu życia, może jedno i drugie. Może też i zupełnie co innego. Zakupy to raczej zadanie do wykonania. Przykre do tego. Jak najszybciej, jak najsprawniej, najlepiej bez wychodzenia z domu. O tak! Zakupy bez wychodzenia z domu to jest to, co misie lubią najbardziej. Znamy sklepy, znamy towary, znamy smaki, znamy rozmiary. Właściwie wszystko jesteśmy obecnie w stanie kupić przez Internet. Zaczynając od garniturów, po buty, opony do samochodu, starą niciarkę, stołek barowy , smoczki dla Mieszka, szampon do włosów, po nitki i guziki. I to jest to, czego naprawdę nam potrzeba. Szybko i bez całej tej koszmarnej otoczki, która kiedyś wydawała się być atrakcją. Do tego wszystko, absolutnie wszystko można znaleźć w necie. Właściwie nie ma już znaczenia czy mieszka się w stolicy czy na prowincji. Każdy może chodzić w ciuchach od projektantów, każdy może używać modnych perfum.  Wszystko dowiozą i tak. A do tego jeszcze zawsze można zwrócić bez zbędnych tłumaczeń.

I właściwie to zostaje chyba tylko ta nasza Ikea, którą jesteśmy w stanie strawić wybierając się z dzieciakami. Jej nie ma wszędzie, więc dobrze jest mieć niedaleko. My mamy. Tyle, że kiedy wczoraj mijaliśmy parking Ikea zapchany do granic możliwości setkami samochodów, pojawiło się w naszych głowach jedno pytanie – kiedy  Ikea  zdecyduje się wreszcie otworzyć sklep internetowy?

10 komentarzy:

  1. Wczoraj przeżyliśmy zakupowy horror ! Nie wiem jaka cholera nas podkusiła (może mały przypływ gotówki, może chęć wyrwania się z domu po 2 tygodniach choroby), ale poniosło nas do Janek. Pierwszy szok przeżyliśmy na parkingu, chyba jedynie rower nie miałby problemów z parkowaniem. W Juli było spokojnie, mało ludzi i zakupy zrobiliśmy z przyjemnością i szybko, a zaczęło się jak zachciało mi się jeszcze Ikea.
    No bo skoro już pojechaliśmy, to może skoczę po katalog (zdecydowanie wolę wersję papierową) i może jeszcze świeczki kupię (bo sezon świeczkowy się zaczął i trzeba zapasy uzupełnić) i suszarkę do naczyń upatrzyłam.......o ja głupia ! Domyślasz się co przeżyliśmy ? :) Mąż mi prawie ataku agresji dostał, a to facet naprawdę opanowany, a musieliśmy jeszcze swoje odstać w kolejce po mini hot-doga, bo się synowi zachciało. Uspokoiliśmy się dopiero przy pysznej kawce w domu. Nigdy więcej takiej głupoty nie zrobię.....już wolę przeżyć kolejne miesiące bez katalogu i świeczek :).
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nas ubawiłaś tym komentarzem :) :) :) Dziękujemy!

      Usuń
  2. Właściwie to nawet sobie z tego nie zdawałam sprawy, że już od jakiegoś czasu po prostu wolę robić zakupy w necie. Tzn. robię i normalne, zwykłe wypady do marketu, ale... rany, jak ja tego ostatnio nie znoszę. Do sklepów w galerii nie chodzę, bo mnie wkurzają, irytują sprzedawcy, którzy albo po sekundzie przybiegają i chcą pomagać (wiem, wiem, taka ich praca) albo w ogóle mają wszystko gdzieś. Wczoraj w sumie będąc w empiku uświadomiłam sobie, że wchodzę tylko po to żeby sprawdzić cenę i przekonać się że w necie jest taniej. Jedyny minus zakupów w sieci to chyba tylko to, że nie można danej rzeczy dotknąć, bo oglądać można godzinami :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nawet wypady do marketu rzadko robimy. W sieci można już nawet robić spożywcze zakupy. Nie trzeba ciągać ciężkich toreb i męczyć się z Maluchem w wózku. Zamawiamy i Pan przywozi pod drzwi. A co do oglądania - fakt to minus. Chociaż nam już coraz częściej wystarczają zdjęcia w necie ;)

      Usuń
  3. Ja też dostaję gęsiej skórki na myśl, że mogłabym spędzić wolny dzień w galerii.

    OdpowiedzUsuń
  4. to gratuluję zamiany galerii na polne ścieżki, a salony na leśne polany. A mi oczywiście bardzo jest miło, że mogę zajrzeć na Wasze blogowe salony... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Alis! My do Ciebie też z wielką chęcią zaglądamy ;)

      Usuń
  5. Zakupy w necie, to jest to:) i jedno czego mi brak, to staroci, klamociarni , gdzie można dotknąć, ba nawet powąchać :D nacieszyć się, że się ma ...nawet jeśli tylko krótką chwilę, bo przecież nie każdy i nie zawsze może sobie pozwolić np. na "gadżet: za kilka, czy kilkadziesiąt tysięcy....
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
  6. OOOOO zgadzam sie ...i mnie gęsina ogarnia na mysl o galeriach i zakupach....i też marzę o Ikea w internecie:)))...póki co w poniedziałek pojadę pona 100km do stacjonarnego:)))

    OdpowiedzUsuń