blog

blog

niedziela, 30 listopada 2014

Tydzień pierwszy.


I zajęcia

Totalne zniechęcenie.

Zajęcia rozpoczynają się o godzinie 18:00. Przed 17:00 pakuję Miecha do samochodu, jadę po Tymka do przedszkola, a potem do Wojtka pod pracę. Tam wymieniamy się samochodami, on zabiera „mały” razem z dziećmi, a mi zostaje „duży”, którym będę wracała do domu.  Zanim dojeżdżam na warsztaty już jestem zmęczona. Biegnę jak najszybciej żeby się wyrobić. O 17:50 dostaję smsa od Magdy: „sprężaj się bo wolne maszyny się kończą”. 

Że co? Wolne maszyny się kończą? Płacę kilkaset złotych za kurs i może się okazać, że nie będę miała na czym ćwiczyć!!! Myśli pędzą jak szalone. Już sobie wyobrażam jaką awanturę zrobię organizatorom. Jak można tak źle rozplanować warsztaty! Połasili się na kasę i zapisali więcej osób niż mają sprzętu! Nabuzowana wpadam do sali, zajmuję ostatnią wolną maszynę (jakaś dziwna jest – inna). Potem się okazuje, że to stary model. Dziewczyna, która wchodzi za mną nie ma gdzie usiąść. Uff… dobrze, że się wyrobiłam i dorwałam ostatnie wolne miejsce. Po chwili jednak organizatorzy przynoszą kolejny stolik i kolejną nowoczesną maszynę do szycia. Oczywiście nie dla mnie, tylko dla dziewczyny, której niemalże przed nosem trzasnęłam drzwiami spiesząc się na zajęcia. Czyżbym się wyrolowała? Po co był ten stres?

Niestety jak to u mnie bywa - jak już zacznę źle, to reszta idzie równie źle. Krótki wstęp i zaczynamy szycie. Na początek kieszonka, później kieszonka z poszewką i na koniec kosmetyczka z suwakiem. Już po godzinie mam dość. Dziewczyna, która obok mnie siedzi wprawnie wciska pedał i pędzi z prostym szwem do przodu. Widać, że szyć umie. Co ona zatem robi na zajęciach dla początkujących?? Czuję się maksymalnie sfrustrowana. Moja stara maszyna nie ma opcji szycia do tyłu. Za każdym razem jak chcę przeszyć drugi raz muszę ręcznie obracać materiał. Zajmuje to strasznie dużo czasu, ale nie korzystam z propozycji instruktorki, żeby zamienić maszynę na jedną z tych bardziej nowoczesnych. Podchodzę ambitnie do zadania i stwierdzam, że jak się nauczę szyć na starej, to już będę umiała szyć na każdej innej. I dalej męczę się z tym przekładaniem materiału…

Na szczęście wreszcie wybija 21:00.Koniec zajęć! Totalnie zrezygnowana i zniechęcona zbieram moje krzywe kieszonki. Jeszcze tylko na koniec słyszę od Magdy „Co się przejmujesz? Na cholerę Ci te kieszonki! Będziesz takie szyła?” Nie, nie będę… Chciałam tylko nauczyć się szyć zasłonki do domu na wsi…

II zajęcia

Nie tak strasznie.

Perfekcjonizm. Zdecydowanie mam tę chorobę. Nie ułatwia życia, oj nie ułatwia. Z dużą dozą niechęci myślałam o kolejnych zajęciach z szycia. Sto pięćdziesiąt razy powtarzam sobie, że nie muszę szyć idealnie, że przecież dopiero zaczynam, że nie ma co patrzeć na innych i wszystkie te mądre frazesy, którą mają mi pomóc zapomnieć o tym, że w moim przekonaniu wszystko od razu musi być perfekcyjnie. Pomaga? Raz pomaga, a raz nie pomaga. Tym razem pomogło!

Postanawiam ambicję schować do kieszeni (ale nie tej uszytej wcześniej, bo krzywa) i w pierwszej kolejności proszę o wymianę maszyny na bardziej nowoczesną. Dostaję taką z elektronicznym wyświetlaczem. Komfort szycia nieporównywalny! Żeby szyć do tyłu wystarczy nacisnąć jeden guzik. Od razu humor mi się poprawia. A potem było już coraz lepiej.

Spokojnie, nienerwowo zabrałam się za szycie torby. Fakt, że tempo miałam chyba najgorsze ze wszystkich uczestniczek, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Kiedy „zaawansowana koleżanka” robiła zdobione rączki, ja próbowałam wyciąć równo prostokąt 100 cm na 80 cm. To mi się udało! Z rączkami było już znacznie gorzej. Nie wiem jak to możliwe, że po wycięciu dokładnie wymierzonego prostokąta jeden jego bok miał 17 cm a drugi 19 cm (mimo że powinien mieć tyle samo). Postanowiłam się jednak tym nie przejmować. Poprawiłam i poszłam na kawę.

Trzy godziny zajęć minęły w tempie kosmicznym. Magda zdążyła uszyć torbę i zabrać się za szycie nerki. Zdecydowanie ma do tego smykałkę. A ja? Spakowałam moje niedokończone rączki, w woreczek , który przypomina torebkę i odłożyłam na półkę. Skończę na następnych zajęciach.

Te warsztaty to chyba nie będzie tylko lekcja szycia…

15 komentarzy:

  1. Zawsze chciałam się nauczyć szyć. Taki kurs jak znalazł na zimę. Życzę wytrwałości i powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam za Ciebie kciuku i wierzę, że na maszynie będziesz śmigać, i nie jedno uszyjesz.
    Troszeczkę zazdroszczę Ci tych warsztatów, bo co prawda potrafię coś tam szyć, ale jestem samoukiem i ciągle mam braki.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam, że się sama nauczyłaś. Dla mnie to nic prostego.

      Usuń
  3. Również chętnie skorzystałabym z takich warsztatów, bo ja też samouk. Wytrwałości życzę i czekam aż pochwalisz się efektami :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się czy rzucić zdjęcia moich kieszonek. I doszłam do wniosku, że na ten moment jeszcze nie... ;) Ale fotki będą! Obiecuję, że jakby nie wyszło to pokażę ;)

      Usuń
  4. ojej, takie moje małe marzenie..
    kurs szycia
    ale nie ma w promieniu 50 km.
    opisuj proszę wszystko dokładnie, może kiedyś uda mi się zapisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do Warszawy, u nas takich warsztatów od groma!

      Usuń
    2. jeszcze rozumiem dwa razy w tygodniu?

      to dopiero byłaby przygoda,
      może kiedyś.......... :))))

      Usuń
  5. Podziwiam, to prawdziwe wyzwanie. Masz wspaniałe podejście, kiedyś w końcu wyjdą proste kieszonki i piękna torebka:) Powodzenia !
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuję, ciężko pracuję nad "zdrowym" podejściem ;)

      Usuń
  6. Ja się właśnie zaopatrzyłam w książkę do nauki, niebawem w maszynę. Na kurs czy warsztat nie mam ani czasu a tym bardziej kasy. Nawet nie wiem czy znajdę go na szycie ;)
    Ucz się ucz, krzywe kieszonki? Od czegoś trzeba zacząć. Skoro już jeździsz na te warsztaty (zazdroszczę tego, że Ci się chce) to wykorzystaj je na maksa. Powodzenia i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie od drugiej strony podeszłam - najpierw idę na warsztat (nie wiedząc kompletnie nic o szyciu), a po warsztacie zadecyduję czy szycie mnie interesuje i czy chcę się tym zajmować. Jak dojdę do wniosku, ze TAK, to wtedy dopiero zacznę inwestować w maszynę i dalsze gadżety. Taki mam plan! :)

      Usuń
  7. Ja jestem samoukiem...nie umiem do tej pory prosto wyciąć materiału:) Można kupić specjalne maty, które to ułatwiają..ale jeszcze nie mam..Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś samoukiem? A bardzo dobrze Ci to idzie :) Widziałam Twoje kosmetyczki :):)

      Usuń