blog

blog

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Finał. Tydzień czwarty.


Przez cztery tygodnie, dwa razy w tygodniu, na trzy godziny jeździłam na zajęcia z szycia na maszynie.  Oboje z Wojtkiem ostro się napinaliśmy, żeby wszystko zgrać i dograć. Z dwójką małych dzieci, przy braku jakiejkolwiek pomocy, łatwo nie było.

Nie mamy opiekunki, dziadkowie maluchów też mieszkają poza Warszawą, zatem wszystko musieliśmy ogarniać sami. Ale daliśmy radę! I bardzo się cieszę, że się udało! Nie tylko ze względu na możliwość nauki szycia, ale w szczególności na możliwość wyjścia z domu i pobycia z dala od dzieci, bez stresów i nerwów, że wszystko na czas i zaraz muszę wracać. Taki oddech bardzo się przydaje i robi dużo dobrego.

Przetestowałam pięć maszyn do szycia. Uszyłam dwie krzywe kieszonki, kosmetyczkę z suwakiem, torebkę i dresową spódnicę. Odczucia co do warsztatów były mieszane – od totalnego zniechęcenia, po lekkie zadowolenie, a ostatnio, jak przyniosłam do domu moją spódnicę – nawet dumę!

Mam wrażenie, że się sporo nauczyłam. Nie tylko o nitce prostej, zygzakach, stębnowaniu, ryglowaniu, ale głównie o sobie. O tym, że perfekcjonizm nie zawsze pomaga. O tym, że nie zawsze musi być idealnie. O tym, że wszystko we własnym tempie, wedle własnych możliwości, bez oglądania się na innych. To nic, że „zaawansowanej koleżance” bliżej do szycia sukni ślubnej niż mnie (pomijając fakt, że kolejna suknia ślubna raczej mi nie grozi). Najwidoczniej to ona trafiła nie na te zajęcia, na które powinna. W końcu to była grupa podstawowa! I takie właśnie było moje przygotowanie – podstawowe, czyli żadne.

Jedno jest pewne – zmieniłam się. Nie wiem, czy pod wpływem warsztatów z szycia, ale z pewnością one mi w tym pomogły. Parę lat temu poszłam na zajęcia z jogi. Nie byłam rozciągnięta, nie umiałam tak jak inni, nie umiałam na pierwszych zajęciach zrobić węża, krokodyla czy innego wojownika. Po drugich zajęciach zrezygnowałam…

Mam przeczucie, że historia o szyciu skończy się trochę inaczej. Jak będzie wyglądała jej dalsza część? Jeszcze nie wiem. Zacznę od zakupu maszyny, do obserwowanych blogów dodam jeszcze kilka o szyciu. Potem, o ile czas mi na to pozwoli, zabiorę się za szycie – najpierw moim wymarzonych zasłonek i poszewek na poduszki do domu na wsi, a potem może coś poważniejszego (zdradzę, że w planie jest bluza dresowa).

Dziękuję Sympatycznym Czytelniczkom za wsparcie, które mi dawałyście w Waszych komentarzach.

Dzięki Magda za fajnie, wspólnie spędzony czas.
I na koniec dziękuję mojemu Mężowi, że umożliwił mi przeżycie tej przygody!

THE END

5 komentarzy:

  1. Gratuluję ........kurczę naprawę jest co Ci gratulować......rozwiązań logistycznych przy dwójce maluchów, przetestowania 5 maszyn (ja przez tyle lat szycia przetestowałam jedynie 3), pokonania zniechęcenia, wiedzy co to jest "ryglowanie" (matko, co to takiego, kojarzy mi się z zamykaniem drzwi), uszycia fajnej torby i jeszcze fajniejszej spódnicy......
    Witaj w klubie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pożytków z takiej krawieckiej przygody sporo, logistyka na 6 zorganizowana, nowe doświadczenia i umiejętności na przyszłość. Brawo!

    Przedświąteczne pozdrowiwenia z uśmiechem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana,no to życzę aby twoja pasja szycia rozwijała się na dobre i dawała ci ogromną frajdę :)
    Wesołych Świąt życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako prawdziwy Tatar szyję tylko z łuku, ale gratuluję kolejnej sprawności ;) Zuch dziewczyna!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratuluję organizacji i ukończenia kursu! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń