Rzecz o rzeczach.
Obraz wykonany techniką decoupage by Ciocia Dorocia. Naszym zdaniem koguty są cudne.
Gust się zmienia. W naszym
przypadku zmienił się, i to bardzo. Odkąd mamy nasz wiejski dom, ku naszemu
wielkiemu dziwieniu - całkiem inne
rzeczy zaczęły nam się podobać - w szczególności dotyczy to wystroju wnętrz.
Proste, nowoczesne formy
zamieniliśmy na zdobienia. Intensywne kolory, takie jak fiolet, wenge, czerwień,
srebrny zastąpione zostały bielą, jasnym brązem i beżem. Połyskujący metal
przestał być interesującym materiałem, a w jego miejsce weszło lite drewno i
kamień. Do tego wzory kwiatowe, elementy ludowe i dużo rękodzieła. Na koniec
dużo, dużo zdjęć naszej rodziny – żeby było intymnie i swojsko.
To wszystko chcielibyśmy mieć w
naszym domu na wsi. Powoli kolekcjonujemy. Powoli zbieramy. Trochę
eksperymentujemy. Sprawdzamy co nam się podoba, a co nie do końca. Co lubimy, z
czym czujemy się dobrze. To jest dom weekendowy – nigdy nie zamierzamy się do
niego przenieść na stałe. Nie chodzi o to, żeby wyglądał jak z katalogu. Nie
chodzi o to, żeby wyglądał bogato. Nie chodzi również o to, żeby wszystko było
idealne i pod linijkę. Chodzi o to żeby było miło, przyjemnie. Żebyśmy my i
nasze dzieci czuli, że jest nam w nim dobrze i wygodnie. Liczymy się z tym, że
urządzenie tych dwóch pięter trochę potrwa. Nigdzie się nam nie spieszy, nawet
jeżeli miałoby to zająć kilka lat…
Na ten moment zgromadziliśmy
kilka przedmiotów, które są nam szczególnie bliskie i które w pełni
odzwierciedlają to, jak chcemy, żeby wyglądał nasz dom. I nadal zbieramy nowe.
To wszystko chcielibyśmy mieć w naszym domu na wsi. Powoli kolekcjonujemy. Powoli zbieramy. Trochę eksperymentujemy. Sprawdzamy co nam się podoba, a co nie do końca. Co lubimy, z czym czujemy się dobrze. To jest dom weekendowy – nigdy nie zamierzamy się do niego przenieść na stałe. Nie chodzi o to, żeby wyglądał jak z katalogu. Nie chodzi o to, żeby wyglądał bogato. Nie chodzi również o to, żeby wszystko było idealne i pod linijkę. Chodzi o to żeby było miło, przyjemnie. Żebyśmy my i nasze dzieci czuli, że jest nam w nim dobrze i wygodnie. Liczymy się z tym, że urządzenie tych dwóch pięter trochę potrwa. Nigdzie się nam nie spieszy, nawet jeżeli miałoby to zająć kilka lat…
Na ten moment zgromadziliśmy kilka przedmiotów, które są nam szczególnie bliskie i które w pełni odzwierciedlają to, jak chcemy, żeby wyglądał nasz dom. I nadal zbieramy nowe.
Skrzynia posagowa z połowy XIX wieku dotaszczona w bagażniku naszego samochodu. Pierwszy naprawdę stary mebel w naszym domu.
Grzechotka, którą najpierw bawił się Tymon, a teraz Mieszko. Prezent z Białowieży. Sentymentalna zabawka.
Śliczny zestaw porcelany. Prezent od Kolegi Małżonka. Picie herbaty stało się bardzo przyjemnym rytuałem.

I na koniec coś w całkowicie innym klimacie: ręcznie wykonany jeleń. Podobno ma martwe oczy. Generalnie cały jest martwy, ale nie tak „naprawdę” bo wykonany jest z papieru. Z nutką ironii do polowania i wieszania trupów na ścianach, czego nie rozumiemy i nie popieramy.
Komentarze
Prześlij komentarz